W SŁOWIE "BLOG" SŁYCHAĆ WYRAŹNIE SZUM LANIA WODY. JEDNAK BEZ WODY NIE BYŁOBY ŻYCIA NA ZIEMI...

Trudno powiedzieć, że...

życie domagało się powstania tej książki. Chyba życie rozwiązłe autora, który problematycznym z niej dochodem pragnąłby uregulować swoje lekkomyślne długi
(Stefan Wiechecki "Znakiem tego")
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 sierpnia 2012

Plac Szembeka


Niedzielną mszę świętą spędziłem – ten czasownik bywa często adekwatny do stanu mojej religijności – w kościele dzieciństwa. Neogotycka  świątynia Najczystszego Serca Maryi na placu Szembeka (oficjalny adres to Chłopickiego 2) powstała w okresie międzywojennym by upamiętnić bitwę Powstania Listopadowego pod Olszynką  Grochowską.  Ostatni raz, jak pamiętam, byłem w niej z  okazji bierzmowania – prawie czterdzieści lat temu. Choć otoczenie ( a zwłaszcza oparkanienie) uległo sporym zmianom, to wnętrze kościoła pozostało – stwierdziłem to z lekkim wzruszeniem –prawie niezmienione.  Nawet boczne wejścia  tak jak czterdzieści lat temu były na głucho zamknięte. Ta sama posadzka, ten sam wystrój, ambona – choć zgodnie z wytycznymi II Soboru Watykańskiego (nie jestem pewien, czy rzeczywiście są takie zalecenia, ale tak mi się to właśnie kojarzy) nie używana – wciąż na swoim miejscu; te sama witraże, te same figury i obrazy. Kandelabry i konfesjonały również nie zmienione. Ta sama droga krzyżowa.

Miejsce gdzie po raz pierwszy się spowiadałem i przyjmowałem komunię świętą naprawdę istnieje.

środa, 25 lipca 2012

Dętka


Z tylnego koła zeszło powietrze. Dopompowałem - znowu zeszło. Najbliższy serwis rowerowy "AirBike" na Bitwy Warszawskiej 23 już w swej nazwie zapewniał pomoc. Ile kosztuje wymiana dętki?... Uprzejmy facet za kasą pyta jaki rower?... Merida. Jakie koła?… 28. Na tej podstawie wycenia, że nowa dętka 15, wymiana też piętnaście, razem 30 złotych. Naprawa na poczekaniu. Zgadzam się, wprowadzam rower. Drugi uprzejmy facet zaczyna swoją robotę. Zdejmując tylne koło komentuje, że przy hamulcu bębnowym to bardzo skomplikowane. Dlatego przyjechałem do was - mówię - bo w zwykłym rowerze potrafiłem zrobić to sam. Rozmawiamy tak sobie sympatycznie o rozmaitych cyklistycznych przypadłościach przez kilkanaście minut – czas wtedy szybciej mija - gdy pojawia się gość o manierach szefa. Chwilę konferuje z facetem za kasą, potem dogląda wymiany, po czym stojąc ode mnie o kilka metrów rzuca, ni to do mnie, nie to w powietrze.
- Ale za taka skomplikowaną wymianę stawka powinna być podwójna. Tym razem potraktujemy ulgowo: za 20 zł.
- Słucham?!...  - Dałem się sprowokować. - To trzeba było powiedzieć na początku…
-Taak?! – Rezygnuje z podwyżki. – To następnym razem będzie 50!…
- To nie będzie następnego razu! – odpowiadam lekko już zdenerwowany.
- To bardzo dobrze! – osobnik o manierach szefa, zaczyna komentować moje dziadostwo, stwierdzając, że gdybym miał kasę to bym wiedział, że praca ludzka kosztuje. Przerywam mu, bo nie mam ochoty wysłuchiwać, co on sobie o mnie sądzi. Pytam, czy nie ma przepadkiem książki życzeń i zażaleń…
-  Pan jest widać z innej epoki, teraz jest Internet. – Odpowiada dumnie i dodaje:
- Ja szanuję moich ludzi!… - I znika.
Jeden z szanowanych przezeń ludzi, zaczyna mnie przepraszać, tłumacząc, że szef ma zły dzień.
Wszystkim rowerzystom w potrzebie polecam „AirBike” na Bitwy Warszawskiej 23. Jej szef ma już swój zły dzień za sobą….

sobota, 23 czerwca 2012

Krysia z kwiatami

Dziesięć dni po opublikowaniu "Sąsiadów" (http://purkrapek.blogspot.com/2012/06/sasiedzi.html) pod tablicą upamiętniającą "Krysię" ktoś posadził pelargonie...  
Trzeba je będzie teraz podlewać.;-)

wtorek, 12 czerwca 2012

Sąsiedzi


Mieczysław Wolski był zbyt dobrym ogrodnikiem, by tolerować taką pustą donicę  z jałową ziemią, w środku czerwca. Był też zbyt dobrym człowiekiem, by nie pomagać innym ludziom, których jeszcze inni ludzie, nie uważali za ludzi. Za ukrywanie Żydów we własnym ogrodzie, Wolski, wraz z rodziną, został zamordowany przez Niemców.
Tę historię przypomniałem przeszło rok temu pod tytułem "Bunkier Krysia": http://purkrapek.blogspot.com/2011/03/bunkier-krysia.html
Dziś, dziesięć dni po "gafie" Obamy i niespełna tydzień po głośnych  majaczeniach publicystki imieniem - nomen omen! - Debbie, wykonałem te zdjęcia. Tak właśnie wygląda "miejsce pamięci" na Ochocie, nieopodal centrum Warszawy i "strefy kibica" nawiedzanej przez tłumy turystów z całej Europy z okazji EURO 2012. Żadnego kwiatka, żadnej tabliczki z objaśnieniem po angielsku, niemiecku, czy rosyjsku. Zero pamięci, zero wyjaśnienia!...
Tablica z pustą donicą znajduje się przy Grójeckiej 77 - dosłownie na zapleczu Ośrodka Kultury Ochoty, pięćdziesiąt metrów od Czytelni Książek Naukowych Biblioteki Publicznej, dwieście metrów od "Och- teatru" Krystyny - nomen omen! - Krysi Jandy. Do urzędu dzielnicowego jest trochę dalej - około kilometra. 
Jednak bez względu na odległość - wszyscy zapomnieli... O Polaku, mieszkańcu Ochoty, sąsiedzie, który w nieludzkich czasach okazał się Człowiekiem.

niedziela, 4 marca 2012

Miasto w akcji

 






















 
Niedziela - samo południe. Chcę wjechać samochodem z 83 letnim Ojcem na Północny Cmentarz Komunalny w Warszawie.Z racji wieku Ojca przysługuje nam przepustka za 5 zł. Z powodu awarii automatu nie możemy jej jednak kupić. Również strażnicy nie mogą nam jej sprzedać, ani wpuścić bez opłaty. Przykleili kartkę z informacją i czekają, bo może przyjedzie ktoś i automat naprawi - pewności nie ma. Takie polecenie dostali od swojego szefa, do którego obecnie nie mogą się dodzwonić. Pod bramą gromadzi się kilkanaście samochodów z wiekowymi lub niepełnosprawnymi pasażerami. Chcą odwiedzić groby swoich bliskich a nie czekać na mitycznego serwisanta. Po dłuższej chwili miejscowy dowódca straży przekazuje nam - jak twierdzi - decyzję kierowniczki cmentarza Anny Żurawskiej: Możemy jechać na Powązki, gdzie jest drugi automat i z biletem tam nabytym zostaniemy wpuszczeni na Wólkę
Nikt się nie przesłyszał - Anna Żurawska cytuje "Misia":
Najbliższy czynny taras widokowy we Wrocławiu
Tak w sytuacji kryzysowej - bo awaria automatu jest przecież jakimś kryzysem! - reaguje kierowniczka największego Cmentarza Stolicy Polski.  Wykręcam 112 w nadziei połączenia się ze strażą miejską, odbiera jednak policjant. Wysłuchawszy, obiecuje kontakt z "technicznym miasta". W międzyczasie dowódca straży dowiaduje się iż Dyrektor Zarządu Cmentarzy Komunalnych zarządziła co następuje: Jak ktoś chce wjechać, to są przecież meleksy. Awaria zostanie usunięta w poniedziałek. Rezolutna dyrektor ZKC nazywa się Danuta Kruk. Oddzwania do mnie "techniczny miasta" pan Olszewski (imienia niestety nie zapamiętałem). Z jego relacji wynika, iż dyrektor Kruk zezwoliła na bezpłatny wjazd samochodom ze znaczkiem "inwalidy", natomiast resztę deleguje do kursujących po cmentarzu meleksów (6 zł za kurs w jedną stronę  bez względu na odległość, to chyba dość paskarska cena, tolerowana jednak przez miasto)
Wyjaśniam panu Olszewskiemu, iż wpuszczając za darmo oznaczone samochody niepełnosprawnych Dyrektor Kruk łaski nie robi, natomiast odmawiając mojemu Ojcu i jemu podobnym wiekowym ludziom wjazdu z powodu awarii jej automatu, wykazuje nie tylko zaawansowaną znieczulicę i brak wyobraźni, ale łamie również własne wewnętrzne przepisy. Jeśli zaś tego nie rozumie, to znaczy, że nie nadaje się do pełnienia swojej funkcji. 
Ojciec próbował się najpierw załapać na meleksa. Okazało się jednak że niedzielę kursuje tylko jeden, a zmuszonych sytuacją "chętnych" stoi cała kolejka. Poczłapał więc o kuli, przysiadając na kolejnych ławeczkach. 
Gdy po zapaleniu Mamie lampki, zbliżaliśmy się już do wyjścia z cmentarza, pan "techniczny miasta" zadzwonił do mnie jeszcze raz, by dodać iż na miejsce zdarzenia ma przybyć ponoć sam zastępca Dyrektor Kruk. Nie mieliśmy już czasu czekać, więc nie wiem czy nie skończyło się  rezultacie na HGW.


Próbuję sobie teraz wyobrazić, że oto awaria podobnego automatu w Londynie (nie ma takiego miasta?... ), czy Berlinie wywołuje lawiny telefonów do najrozmaitszych decydentów komunalnych, policji i straży ogniowej, bo kierownik cmentarza nie może w kwadrans podjąć jedynie słusznej i sensownej decyzji, iż strażnicy mają ręcznie wydawać bilety i inkasować należność. Albo - co jeszcze bardziej wydawałoby się normalne i ludzkie - że, wobec awarii automatu do sprzedaży biletów - wjeżdża się na cmentarz bez biletu. 
 
I zupełnie mi ta próba nie wychodzi.... 


sobota, 19 listopada 2011

Jan Banaś

Zdjęcie Eugeniusza Warmińskiego skopiowane z tygodnika "Sportowiec"
Zabrze - rozmowa z piłkarskim idolem mojego szczeniactwa, Janem Banasiem, prawoskrzydłowym napastnikiem Polonii Bytom, Górnika Zabrze i reprezentacji Polski.


Że Jan Tomaszewski zatrzymał Anglię wiedzą wszyscy. Natomiast Jan Banaś wpuścił nas na Olimpiadę i Mistrzostwa Świata do Monachium. W decydującym o awansie na Igrzyska meczu z Bułgarią (3:0 w Warszawie 1972) sam strzelił dwa gole i asystował Joachimowi Marxowi przy trzecim. Rok później w Chorzowie zdobył pierwszą bramkę dla Polski w eliminacjach do Mistrzostw - nie byle komu bo Anglikom (6 czerwca 1973 - 2:0). Sam, z powodów polityczno-paranoicznych (zakaz gry w reprezentacji na terytorium RFN!) nie pojechał ani na Igrzyska, ani na Weltmeisterschaft.
Zdjęcie Eugeniusza Warmińskiego skopiowane z tygodnika "Sportowiec"
Kiedy jesienią 2009 roku Marian Terlecki, mój nieoceniony szef z Telewizji Puls, zamówił u mnie scenariusz pilotażowego odcinka dokumentalnej telenoweli o przygotowaniach do EURO 2012, postać Jana Banasia - wówczas trenera juniorów Grunwaldu Ruda Śląska - pojawiła się w niej niejako automatycznie. Niestety, przedwczesna śmierć pana Mariana sprawiła, że umarł również projekt.
"Pomoc" jak często w historii Polski bywało przyszła z Ameryki. Gdy opowiedziałem całą historię mojemu kumplowi Jackowi Daleckiemu - na stałe zameldowanemu w Indianie - on bez większego namysłu, stwierdził: 
- To napisz książkę o Banasiu...

I właśnie o tym dziś rozmawialiśmy w Zabrzu z panem Janem.