![]() |
| Flaszka po oranżadzie. Pet zgaszony |
![]() |
| Martwa (prawie) natura |
![]() |
| To nie jest jakieś odludzie |
![]() |
| Tak było 23 czerwca |
![]() |
| A tak dzisiaj!... |
![]() |
| Kino Świat |
![]() |
| Kino Świat |
![]() |
| Kino Świat |

Nazwa była zdrobnieniem słowa: kryjówka. Schron mieszczący 40 osób mieścił się pod szklarnią w ogrodzie Mieczysława Wolskiego przy Grójeckiej 81 (obecnie 77). Wyposażony był w piętrowe prycze, stoły, kuchenkę, doprowadzona była woda. Potrzeby fizjologiczne załatwiono do wiader, które każdego wieczora opróżniali dwaj młodzi ludzie. Janusz Wysocki - siostrzeniec Wolskiego i Szymon - jeden z ukrywających się. Żeby uzasadnić duże codzienne duże zakupy żywności dla ukrywających się Żydów, Wolski otworzył sklep spożywczy.
Mieczysław Wolski był - według niej - niezwykłym człowiekiem, o odwadze graniczącej z brawurą. Pewnego dnia pracująca w ogrodzie kobieta usłyszała wydobywające się spod ziemi głosy i w panice zaczęła rozgłaszać, iż w szklarni straszy - Robotnicy nie mieli pojęcia o istnieniu "Krysi". Wolski, który wobec poważnej i realnej groźby dekonspiracji miał prawo "wymówić" ukrywającym się Żydom schronienie, rozwiązał problem inaczej: zaprosił znajomego policjanta, smakosza pieczarek na wódeczkę i następnie - na oczach wszystkich pracujących w ogrodzie robotników - zabrał go do szklarni, by sobie sam nazbierał ulubionych grzybków. Warunkiem powodzenia ryzykownej akcji była oczywiście martwa cisza, panująca w schronie - rzecz niełatwa do osiągnięcia, przy czterdziestu osobach, małych dzieciach i jednej prawie głuchej kobiecie, która zwykle krzyczała, by usłyszeć samą siebie. A jednak się udało...
