W SŁOWIE "BLOG" SŁYCHAĆ WYRAŹNIE SZUM LANIA WODY. JEDNAK BEZ WODY NIE BYŁOBY ŻYCIA NA ZIEMI...

Trudno powiedzieć, że...

życie domagało się powstania tej książki. Chyba życie rozwiązłe autora, który problematycznym z niej dochodem pragnąłby uregulować swoje lekkomyślne długi
(Stefan Wiechecki "Znakiem tego")
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolej. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 listopada 2012

sobota, 18 sierpnia 2012

Trzynietz


Warszawskie słupki utrudniające  samochodom wjazd na chodniki są wyrazem aktywności stołecznych władz, służb miejskich i... korozji. Widocznym dowodem na to, że w życiu miasta nie ma reguł. 
Niekiedy jednak stanowią swoistą historyczną pamiątkę, choć można się tylko domyślać, czego pozostałością są.
Na przykład te, pomalowane w ukraińskie barwy narodowe, ozdabiające przejście między Grójecką a Skorochód-Majewskiego na tyłach ochockiego „Zieleniaka”, były kiedyś torami pociągów. Świadczy o tym charakterystyczny profil, oraz ledwo dostrzegalny napis: „Trzynietz”. Czeska huta od półtora wieku jest wszak poważnym producentem szyn kolejowych.
Mniejszy od normalnotorowych profil każe domyślać się, że ochockie słupki były kiedyś szlakiem wąskotorówki. Niemiecka nazwa huty z kolei sugeruje, że zostały wyprodukowane podczas okupacji, albo jeszcze wcześniej – za Najjaśniejszego Pana Franciszka Józefa.
Domyślamy się dalej… Bloki których słupki „pilnują” zostały wybudowane w latach sześćdziesiątych. Garaże nieco chyba nieco później – za Gomułki prywatna własność samochodu (i garażu) wciąż była klasowo podejrzana. Można więc przypuszczać iż szynowe zapory pojawiły się na początku lat 70. Wtedy właśnie wykańczano ostatnie warszawskie wąskotorówki. 1 grudnia 1969 roku rozebrano odcinek: Dworzec Południowy – Dąbrówka, 1 sierpnia 1971 roku zlikwidowano linie Dąbrówka – Piaseczno, Wilanów – Piaseczno i Piaseczno – Góra Kalwaria. Marecka Kolej Dojazdowa zakończyła swą pracę 31 sierpnia 1974 roku. Najprawdopodobniej więc ochockie słupki były torami którejś z tych, zasłużonych dla miasta, kolejek.
Swoista, bardzo niepozorna pamiątka, jest cenna w mieście, którego włodarze dość lekceważąco traktują historię codzienności, choćby niefrasobliwie zmieniając dobrze utrwalone w pamięci warszawiaków nazwy miejsc, na całkiem niewydarzone. To im właśnie zawdzięczamy „Metro Wilanowską” zamiast Dworca Południowego i „Pralkę Krakowską” zamiast  pętli Okęcie.
Nie są to niewątpliwie słupki milowe, ale mogą być nieobojętne każdemu  prawdziwemu mieszkańcowi stolicy. 

Zanim pójdą na złom.






środa, 17 sierpnia 2011

Poezja rozkładu...


konkretnie jazdy PKP. Oto kolejna próbka możliwości artystów tworzących w ruchu pociągów.  Bezpośrednia jazda pociągiem Twoich Linii Kolejowych z Łodzi do Warszawy trwa o dwie minuty dłużej od podróży z przesiadką. By zyskać ten czas wystarczy wysiąść z TLK w Skierniewicach i wsiąść do pociągu Kolei Mazowieckich, który wyrusza na szlak 6 minut po TLK. W drodze do stolicy zatrzymuje się - w odróżnieniu od ekspressu Twoich Linii, który staje tylko w Żyrardowie - na każdej stacji. Mimo to na Warszawie Zachodniej pojawia się dwie minuty przed pociągiem TLK.  
Polskim Kolejom Państwowym żaden strajk nie jest w stanie zaszkodzić. Czyż można bowiem dobić nieboszczyka w stanie zaawansowanego - nomen omen! - rozkładu?...

czwartek, 28 kwietnia 2011

Nieubłagany rozkład jazdy

 
 - Czy dworzec kolejowy trudno fotografować? - Lżej niż cokolwiek innego – odpowiedział Szwejk – bo dworzec się nie rusza i ciągle stoi na tym samym miejscu, a fotograf nie potrzebuje go napominać, by zrobił przyjemny wyraz twarzy.
Szwejk jak zwykle miał rację, ale tym razem nie do końca. Dworce kolejowe rzeczywiście się nie ruszają, ale wcale nie stoją w tym samym miejscu. Powoli acz nieubłaganie znikają,  a ich przyjemny wygląd coraz częściej zamienia się w rozpaczliwą ruinę. 
Młodsi pytają: jak wyglądał świat bez netu?… Starsi pamiętają: była sieć kolejowa. Najsprawniejszy sposób transportu, przemieszczania się, przekazywania wiadomości i przedmiotów między ludźmi. Rolę serwerów i portali pełniły stacje. Według gwizdów pociągów regulowano zegarki. Dworce kolejowe stanowiły ponadto ośrodki kulturalno–usługowe, co dziś próbują nieudolnie naśladować centra handlowe i supermarkety. Można się było ostrzyc, ogolić, najeść, czasem obejrzeć film. Czasem oprócz poczekalni miały też świetlice. Spełniały też rolę terapeutyczną – na skołatane nerwy Wojciech Młynarski zalecał „Niedzielę na Głównym”. Bywały też hotelami – nie tylko dla bezdomnych. Sam przespałem podczas letnich wypraw kilkanaście nocy na różnych polskich stacjach.
Jeszcze wcześniej dworce przypominały teatry – najpierw były kasy, obok bufet albo restauracja, potem poczekalnie, czyli foyer, skąd umundurowani bileterzy wypuszczali publiczność na widownię czyli peron. Stamtąd można było zobaczyć scenę zmieniającą się z każdym przyjazdem i odjazdem pociągu. Pożegnania, przywitania, emocje, czekanie, początki i końce tęsknot... Nic dziwnego, że o dworcach pisano wiersze i układano piosenki. Nie przypadkiem chyba wrocławski Dworzec Świebodzki jest dziś teatrem, podobnie jak Stacja Szamocin.To niestety jednak tylko wyjątki potwierdzające regułę. 

Wkrótce do podziemia ma zejść Łódź Fabryczna. Choć pewnie wcześniej zostanie wysadzona w powietrze... Inne, wspaniałe pod względem architektury, budowle niszczeją, nieużywane. Cywilizacja kolejowa rozpada się na naszych oczach – kasowane są połączenia, dewastowana infrastruktura, tory zarastają trawą, by na koniec wylądować w składnicy złomu. Jest to niestety
typowo polskie zjawisko, nie związane wcale z ustrojową zmianą – krótki wyskok choćby do Czeskiego Cieszyna, przekonuje, iż kolej nie musi upadać, a jej dworzec może być elegancki, czysty, a nawet przytulny.


 Wciąż jeszcze można objechać Polskę pociągiem dookoła.Wystarczy wsiąść do bylejakiego... Z każdym nowym rozkładem jazdy przybywa jednak żelaznych bezdroży i bezludnych dworców.