W SŁOWIE "BLOG" SŁYCHAĆ WYRAŹNIE SZUM LANIA WODY. JEDNAK BEZ WODY NIE BYŁOBY ŻYCIA NA ZIEMI...

Trudno powiedzieć, że...

życie domagało się powstania tej książki. Chyba życie rozwiązłe autora, który problematycznym z niej dochodem pragnąłby uregulować swoje lekkomyślne długi
(Stefan Wiechecki "Znakiem tego")
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uefa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uefa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2011

Koncert byle jakich życzeń

Cieszę się z Adama Małysza, którego ambicją jest skakać jak najdalej. Powtarza to na tyle często, że zaczynam wierzyć, iż w tym jest metoda. Piszę to jako emerytowany kibic piłkarski, wychowany na, słusznie zapomnianej bo kompletnie dziś oderwanej od życia, powieści Adama Bahdaja „Do przerwy 0:1” Zrezygnowałem z kibicowania piłce już dawno, w czasach gdy wejście na zwykły stadion klubowy dopiero zaczynało grozić śmiercią, lub kalectwem. Nie, żebym się przestraszył, poczułem się tylko nieco robiony w konia. Oto bowiem zdarzało się, że drużyna moja ulubiona dochrapywała się udziału w Europejskich Pucharach, imprezach międzynarodowych i prestiżowych, zdominowanych przez zespoły z wrogich nam wówczas krajów kapitalistycznych. Cieszyłem się, że na zapyziałym stadionie mojego klubu, na mojej szarej, peerelowskiej murawie zobaczę na własne oczy najlepszych piłkarzy Europy, znanych mi dotąd jedynie z rzadkich czarno białych transmisji telewizyjnych. Rychło okazywało się jednak, że w swej radości jestem dziwnie osamotniony, mimo iż futbol zawsze wydawał¸ mi się grą kolektywną. Oto tuż przed losowaniem par pucharowych docierały do mnie - przez prasę, radio i telewizję - życzenia naszych trenerów i piłkarzy. A życzyli oni sobie tego mianowicie, by ich przeciwnikiem została jakaś drużyna mało znana, peryferyjna, bez żadnych broń Boże! gwiazd, najlepiej amatorska, jeszcze lepiej z nogami w gipsie. „Jak trafimy na byle kogo, to może przejdziemy do następnej rundy” - zarzekali się szkoleniowcy i działacze, a wtórowali im piłkarze. Życzenia te powtarzały się przed każdym losowaniem. Po losowaniu natomiast - jeśli przeciwnikiem okazał się np. Manchester United - czytało się i słyszało żale i pomstowania na garbaty los, lub - gdy tenże los wyznaczał im np. Florianę La Valetta lub Vikingur Reykiawik - wyraźne westchnienia ulgi. Przyznam, że te deklaracje chęci dołożenia słabszemu brzmiały w moich, wychowanych na Bahdaju uszach, nie tyle sportowo, co cwaniacko. Nie chcę tu i teraz przypominać nazwisk tych wszystkich ambitnych szkoleniowców i zawodników, kto ciekaw, bez większego trudu znajdzie ich w rocznikach gazet, cierpliwsi zaś mogą poczekać do najbliższych losowań. Bo mimo rewolucyjnych zmian ustrojowych, w tej kwestii akurat niewiele się zmieniło (Ubyło może tylko w Europie drużyn uchodzących za zdecydowanie słabe). W tym trwającym od wielu już lat koncercie byle jakich życzeń niewątpliwie też jest jakaś metoda, o czym świadczy liczba zdobytych przez polskie drużyny piłkarskie, prestiżowych klubowych Pucharów Europejskich. Równa, przypomnę, zeru! Dlatego z przyjemnością słucham Małysza, zdobywcy Pucharu Świata gdy mówi, że chce skoczyć jak najdalej, a nie żeby Schmitta czy Goldbergera pokręciło.


ps. Tekst ten napisałem przeszło 10 lat temu, ale nie doczekał się wówczas publikacji. Dziś gdy Adam Małysz kończy skakanie myślę, że mogę mu w ten sposób wyrazić swoją prywatną wdzięczność