W SŁOWIE "BLOG" SŁYCHAĆ WYRAŹNIE SZUM LANIA WODY. JEDNAK BEZ WODY NIE BYŁOBY ŻYCIA NA ZIEMI...

Trudno powiedzieć, że...

życie domagało się powstania tej książki. Chyba życie rozwiązłe autora, który problematycznym z niej dochodem pragnąłby uregulować swoje lekkomyślne długi
(Stefan Wiechecki "Znakiem tego")

czwartek, 21 czerwca 2012

Większość świata chyba nie pali?...

Kolejny fragment nieopublikowanej książki o akcji profesora Witolda Zatońskiego "Rzuć palenie razem z nami" (2002) - sprowokowany pojawieniem się na rynku nowej marki papierosów.
Powiedz Willy - jako Niemiec  chyba byś się zrzygał płacąc za Auschwitze z filtrem markę i feniga - Jan Krzysztof Kelus
 Kino pełne śmiechu


W 1978 roku, gdy już – dwudziestoletni -  obowiązkowo nosiłem w kieszeni paczkę papierosów, zobaczyłem film „Akcja pod Arsenałem” Jana Łomnickiego. Wychowany w kulcie Szarych Szeregów, oglądałem go z autentycznie ściśniętym gardłem. W pewnym momencie konspiracyjny przełożony poczęstował Zośkę papierosem.
 - Harcerz nie pali – grzecznie odmówił Zośka. Cała sala warszawskiego kina Atlantic nagle ryknęła śmiechem. Przypomniałem sobie obóz harcerski – lato 1968 roku - podczas którego druh oboźny kazał schwytanym na "palącym uczynku" myć zęby odkażającym mydłem „Oro”.  Sam natomiast bez żenady i zupełnie jawnie palił. Były to bowiem czasy, gdy palenie było domeną ludzi dorosłych. Do palenia się dorastało. Niejeden ojciec podkreślał wagę osiemnastych urodzin swego syna, wyciągając w jego stronę, otwartą paczkę papierosów.
- Harcerstwo to nie są tylko krótkie majtki i nie pić i nie palić – mówi Kazimierz Łodziński, uczestnik Akcji pod Arsenałem („Kapsiut”, sekcja ubezpieczenie), emerytowany lekarz pediatra.

 -  Polskie harcerstwo już na pierwszym zlocie w 1912 roku postanowiło nie pić i nie palić, by wytworzyć pewien etos i tak tego młodego człowieka wychować, żeby on nie był uzależniony od rzeczy małowartościowych a nawet szkodliwych. Harcerstwo było dążeniem ku dobru, a jednym z tych dóbr było właśnie unikanie szkodliwych nałogów. Początkowo, w prawie harcerskim nie mówiło się o alkoholu czy papierosach, ale ogólnie o nałogach. Harcerstwo polega na samowychowaniu, że wychowujemy się nawzajem – nie poprzez wojskowy dryl – tylko przez przykład z góry. Jeśli się ktoś zobowiąże do czegoś to znaczy, że to zobowiązanie musi być wykonane. To było wychowanie nie tylko na dobrych żołnierzy i mięso armatnie, ale na ludzi, którzy coś dla tej Ojczyzny będą chcieli zrobić. O żołnierzach Armii Krajowej mówi się, że byli pod wypływem ideologii Conradowskiej – to rzeczywiście była jakaś wierność samemu sobie bo nie było racjonalnych przesłanek, żeby się rzucać z butelką na czołgi. Podobnie było pod Arsenałem – czy warto było odbijać jednego Rudego, kiedy wielu innych nie odbijano, kiedy w akcji mogło zginąć i w jej efekcie zginęło więcej ludzi. To wypływało nie z kalkulacji, ale z harcerstwa właśnie. Że w sytuacji niebezpiecznej można było  polegać na kolegach. Że miało się pewność, iż wypełnią zobowiązanie nawet wbrew logice. I takiemu pojmowaniu świata służy właśnie między innymi harcerski zakaz palenia. Nie palcie, bo macie szansę być ludźmi wolnymi. Ja się nie dziwię, że podczas filmu była taka reakcja. Zaraz po wojnie, przez jakiś czas byłem jeszcze drużynowym swojej przedwojennej drużyny - 80. warszawskiej drużyny harcerskiej. Wyjeżdżając na z nią na obóz, na stacji zauważyłem - i na mnie to zrobiło wrażenie choć też już byłem dorosły -  że kilku starszych harcerzy z zielonymi lilijkami, pali papierosy na oczach dzieciaków.
Fot. Nasz Dziennik
To mnie oburzyło, ale potem zrozumiałem, że idą inne czasy, że ważniejsza od wierności samemu sobie zaczyna być wierność politycznym wyborom.




Abstynencja w Nowym Jorku
  
Na długo przed wprowadzeniem w Nowym Jorku restrykcyjnych przepisów, akurat w tym mieście rozstał się z nałogiem profesor Wiktor Osiatyński, prawnik- konstytucjonalista.
- Paliłem chyba od siedemnastego do czterdziestego roku życia, paliłem dużo, przynajmniej paczkę-dwie dziennie – opowiada profesor Osiatyński -  Pamiętam dokładnie jak przestałem palić. Przestałem palić dwa lata po ty, jak przestałem pić. Próbowałem rzucić wcześniej, ale zazwyczaj napiłem się i wówczas zapalałem papierosa. W maju 85. byłem w Nowym Jorku w lipcu miałem pojechać do Kalifornii i tam też miała dojechać moja rodzina. Z doświadczeń z niepicia wiedziałem już, że niepalenie może spowodować bardzo ogromna irytację, nadpobudliwość, złość i lęki. Dobrze byłoby więc przestać palić w samotności, żeby nie być wobec rodziny nieprzyjemny. Wiedziałem też, że do ustabilizowania się będę potrzebował przynajmniej miesiąca. Z doświadczeń uzyskanych przy rzucaniu picia wiedziałem też, ze trzeba zmienić obyczaje. To znaczy na przykład nie siadać po obiedzie w tym samym fotelu, gdzie przedtem człowiek zapalał papieroska. Obliczyłem sobie tak, że w piątek 30. maja 85 będzie dobrym dniem żeby rzucić. Wybrałem piątek, bo wiedziałem że spotkania  dla takich, którzy rzucali palenie odbywają się w piątki, soboty i niedziele. Ponieważ jestem Polakiem, a my lubimy zupełnie bez znaczenia dramatyczne gesty, to mniej więcej około godziny w pół do czwartej po czym wrzuciłem tego papierosa, resztę paczki i zapalniczkę do East River i udałem się powolnym krokiem na spotkanie Non Smokers Anonimus. Posłuchałem co mówią palić mi się nie chciało, potem poszedłem ze znajomym na kolację. W połowie tej kolacji ja już wyraźnie byłem zdezorientowany. Nie bardzo wiedziałem co ten człowiek mówi. Po kolacji już tak bardzo chciałem palić, ze nie mogłem wytrzymać. Poszliśmy jeszcze na spacer. On powiedział mi, żebym uważał, bo coś dziwnego ze mną się dzieje. Ja miałem wówczas tak zwyczaj, ze prowadziłem dziennik, zapisywałem sobie zdarzenia. Tego wieczora w ogóle nie mogłem się skupić, zebrać myśli. I wtedy zapaliłem dwa papierosy, które miałem gdzieś schowane i poczułem jak mi wraca jasność myślenia, precyzja umysłu. Z każdym wdechem dymu. Pod koniec tych papierosów mogłem już wszystko zapisać i byłem w pełni sprawny umysłowo. Ale wtedy mi się przydały moje doświadczenia bo zrozumiałem, że jestem, uzależniony od nikotyny. Następnego dnia w sobotę uznałem, ze trzeba to jednak poważnie potraktować. Późno wstałem, nie zjadłem śniadania nie zapaliłem papierosa i poszedłem grac w tenisa na Uniwersytecie Columbia z panem Tomaszem Jastrunem, który do dzisiaj pamięta, że podczas tej gry sprawiałem wrażenie jakbym był psychicznie chory. Taki byłem nieskoordynowany i rozkojarzony. Po powrocie do domu wziąłem resztę papierosów jakie mi  zostały i poszedłem na mityng Non Smokers Anonimus. I na Broadwayu wyrzuciłem do kosza wszystkie te papierosy, zapałki, instrumenty do palenia. Po mityngu na obiad, a kino, gdzie nie wolno było palić. Chciałem w ten sposób zyskać trochę czasu. Po obiedzie okazało się, że źle wyliczyłem czas i miałem wolną godzinę. I naszła mnie taka chcica, że myślałem, że zwariuję więc postanowiłem pochodzić po ulicach. Doszedłem do West Endu. Jedna strona ulicy to jest park nad rzeką, druga to domy mieszkalne. Poszedłem w górę ulicy po tej stronie gdzie są domy, bo po drugiej stronie na ławkach siedzieli menele. Bałem się, że podejdę do nich i poproszę o papierosa. Szedłem i czułem jak każda komórka mojego organizmu domaga się nikotyny. Nigdy w życiu tak nie chciałem zapalić jak wtedy. To było już jakieś 18 godzin po tych dwóch wieczornych  papierosach. I nagle, z okna wprost pod moje stopy spadł cały, długi, palący się papieros. Ktoś na ósmym piętrze zapalił papierosa i powiedział sobie: a rzucam palenie i wyrzucił go. A drugie wytłumaczenie jest takie: że Pan Bóg dał mi wybór: „Chcesz to masz… Nie musisz nawet starać się o zapałki”. Ja przeszedłem przez tego papierosa. Nie podniosłem go. I od tej pory już w zasadzie nie miałem problemu z paleniem. Jeszcze przez tydzień byłem kozłowy. Kilka dni później poszedłem na obiad do Klubu Pisarzy i właścicielka mnie nie wpuściła. Powiedziała, że ja w takim stanie nie mogę wejść. To jeszcze trwało jakieś trzy tygodnie ale potem przeszło.
- Czy wprowadzenie w Nowym Jorku restrykcyjnych przepisów ograniczających palenie to krok we właściwą stronę?
- Ja nie jestem zwolennikiem zakazów, tylko raczej wolnych wyborów. Ale są dwie rzeczy. Jeżeli nielegalna jest marihuana i haszysz, to trzeba sobie jasno powiedzieć, że papierosy powodują dużo większe szkody u palącego, a także w społeczeństwie niż marihuana i haszysz. Ze szkodami na umyśle włącznie. A po drugie: nikt w Ameryce nie zabrania jeszcze człowiekowi palić we własnym domu, ani w izolacji. Natomiast palenie różni się od picia i innych autodestruktywnych zachowań tym, że szkodzi ludziom wokół palącego. Dlatego zdecydowanie uważam, że społeczeństwo ma prawo zakazać działalności, która szkodzi innym. Dlatego nawet zabraniają niekiedy palić na otwartych przestrzeniach – w parkach albo podobnych miejscach. Uważam, że mają pełne prawo tak robić. Myślę, że skutek palenia jest gorszy niż na przykład puszczenia bąka w towarzystwie. Bo choć nie ma odpowiednich badań, to jednak w bąku nie ma smoły ani innych trujących substancji, które mogłyby spowodować schorzenie albo naruszenie dobrostanu osoby wdychającej bąka, natomiast w wypadku dymu z papierosa jest zarówno smród jak i szkoda dla zdrowia. Zwyczaje się zmieniają. Palenie weszło do kultury zachodniej jako pewna moda, pewien snobizm. Palenie kobiet było kiedyś pewnym symbolem wyzwolenia obyczajowego. To był pewien wzór funkcjonowania i działania, który kiedyś ktoś zakwestionował, pytając o koszty zdrowotne i społeczne. W tej chwili zmiany następujące na Zachodzie są dużo szybsze. Przyczynia się też do tego prawo chroniące ofiary. Procesy przeciwko producentom tytoniu ale także procesy dzieci przeciwko matkom, które paliły w ciąży. Były takie procesy, wygrane przez dzieci. Sprawiły, iż amerykańskie kobiety wiedzą, że podczas ciąży nie wolno palić. Bo to jest kwestia wolności wyboru. Te dzieci go nie miały.
Wyobraża  sobie Pan świat bez papierosów?.
Che ostrzega!
 - Większość świata chyba nie pali, większość nie pije alkoholu. Tu nawet nie ma sobie co wyobrażać. Jeśli weźmiemy pod uwagę na przykład palenie Indian. Dym nikotynowy, podobnie jak alkohol i narkotyk pełni poważnie funkcje szamańsko-religijne. Różnica jest taka, że szaman albo cała zbiorowość podczas rytualnego święta, bierze środek zmieniający nastrój wyjątkowo, w sposób kontrolowany – nawet jeśli to jest noc orgii czyli całkowitego rozluźnienia - po to, by uzyskać dostęp do wyższej świadomości. Natomiast człowiek współczesny używa narkotyku, alkoholu i tytoniu, żeby się ogłuszyć, żeby utracić dostęp do swoje własnej świadomości. Żeby pozbawić się bólu, nie czuć, nie myśleć. Uciec od swej wolności.

1 komentarz: